Najmniej prawdopodobne staje się możliwe

Przez pewien czas omawialiśmy prace w sieci na podstawie systemu Windows XP. Jak to zwyczajem jest u mojego nauczyciela, po każdym dziale pyta. Jednak tutaj zdarzyła się pewna nowość. Podzielił nas na grupy i wyznaczył, kto komu robi zadanie. Model, nie powiem, sprawdził się.

Tak jak już wspomniałem zostaliśmy podzieleni na dwie, trzy osobowe grupy. Jedna grupa drugiej miała sformułować zadanie do wykonania, jednak obarczone pewnymi problemami technicznymi i systemowymi. Dobra. Mamy 10 minut. Na początku spisaliśmy zadania na kartce, jakie mają wykonać. Było na niej jak się nie mylę:

-uzyskać dostęp do Internetu
-udostępnić katalog
-nałoży uprawnienia na udostępniony katalog

Ok. Zadania spisane. Teraz trzeba trochę namieszać w systemie. Młotka nie miałem pod ręką, więc zamiast siły musieliśmy się zdać na nasze umiejętności umysłowe. Hmm. Co by im tu zrobić. Wyłączmy im usługę. Konkretnie DHCP. Nie będzie pobierało adresu, to i neta nie będzie. Kolejne to zmiana grupy roboczej. Gdyby była ona całkiem inna, prędko by się skapli. Zrobiliśmy małą literówkę. Potem to ukrycie folderu i… a wystarczy im. Jeszcze panowie zejdą na nerwicę.

Dobra. 10 minut minęło i panowie zaczęli rozwiązywać nasz zadanie. My w międzyczasie trudziliśmy się z innym, wymyślonym przez inną grupę.
Panowie odpalają kompa. Pierwsze co, uruchamiają przeglądarkę i „ni ma neta”. Hm… Powodów może być wiele. Kabel jest ? Jest. Adres IP dobry ? Automatyczne pobiera. Karta sieciowa włączona ? Jest. Hmm… „co oni ku*** zje****”. Panowie są w czarnym punkcie. Przywróćmy system. Ok. Przywracanie systemu poszło w ruch, kila minut stracone, ponowne uruchomienie komputera i lipa. Dalej nie ma łączności ze światem. Może wyjęli kartę sieciową ? Nie skąd. Zintegrowana. Dobra, panowie myślą dalej. Wpiszmy ręcznie adres. 192 ble ble itd. OK OK i nie ma. A pinguje ? CMD ping wp.pl – „o kur**. Net jest”. Jednak przeglądarka była bezlitosna – nie można wyświetlić strony. Zobaczmy w usługach (w końcu panowie zaczynają dobrze myśleć), lecz grzebią nie w tych usługach co trzeba. Czas minął. Zadzwonił dzwonek, a panowie nawet nie wykonali pierwszego kroku, czyli uzyskanie dostępu do Internetu. Podchodzę ja, kolega i nauczyciel i zawieramy układ – za każdą podpowiedź, ocena w dół. Dobra. Powiedziałem, aby dobrze przeszukali usługi. I tutaj jeden z takich „mądrzejszych” w grupie zaczął szukać usług w ustawieniach karty sieciowej. To mnie rozwaliło totalnie, nie tylko mnie ale i nauczyciela, jednak pewni powagi, ale niemogący wytrzymać w duchu ze śmiechu patrzymy co on robi. Dobra. Jakimś cudem wszedł w te usługi, lecz już tam zabłądził. „Dobra. Poddajemy się”. Więc pokazaliśmy co było źle, a panowie na koniec dnia dostali – lufy.

Pisząc ten tekst nie miałem zamiaru ich wyśmiać z niewiedzy, ale chciałem zwrócić uwagę, że podczas awarii trzeba brać wszystkie, nawet najmniej możliwe rozwiązania. Bardzo często jest tak, że błąd jest gdzie indziej, oddalony o jakieś 100 km od miejsca, gdzie go szukamy.

Sam miałem taki przypadek. Pewien kolega z internatu przyniósł komputer, bo grzebał coś w rejestrze i podczas wciskania klawisza Caps Lock wydawany był specyficzny dźwięk. Pokazał nawet gdzie co zmieniał, więc powrót do ustawień domyślnych na pewno rozwiąże problem. Zmiany zrobione, restart i… problem dalej występuje. Rozwiązanie leżało w ustawieniach klawiszy trwałych :-).

Takich przypadków mógłbym przytoczyć dużo więcej, ale dam sobie z tym spokój.
Jeżeli będziemy rozwiązywać problem, to zawsze należy brać wszystkie możliwe rozwiązania pod uwagę. Szczególnie tyczy się to niedoświadczonych informatyków :-)