Ubuntu traci, Mint zyskuje (chyba). Szukamy powodów.

Odkąd Mint przejął pałeczkę w prowadzeniu na rankingu DistroWatch, media oszalały. Wieńczyły zapaść światka Linuksowego, wróżyli datę upadku Ubuntu. Jak to naprawdę jest? Kto zyskuje, a kto traci? Co było powodem takiego stanu rzeczy, jeżeli on faktycznie występuje? W tym artykule postanowię przekazać Wam moje pole widzenia.

Zaczęło się…

Pewnego dnia Ubuntu, po długich latach bycia na pierwszy miejscu zmuszony został do oddania pierwszego pola startowego dystrybucji Mint. Ubuntu, które od zawsze praktycznie kojarzyło się z dystrybucją łatwą i przyjemną dla początkującego użytkownika, zaczęło tracić swoich fanów. Media od razu chwyciły temat i zaczęli głosić wszem i wobec co się dzieje.

Są kłamstwa, kłamstewka i statystyki.

Ja nigdy nie ufałem i nie ufam statystykom. Na tym gruncie jest jeszcze jeden dodatkowy problem. Popularność dystrybucji Linuksa liczy tylko jeden serwis – DistroWatch. Robi to on na zasadzie zliczania ilości wejść na strony danej dystrybucji utworzonych na tym portalu. Dodatkowo liczone są tylko unikalne odwiedziny. Już sam sposób zliczania budzi wiele wątpliwości. To jest raz. Dwa, że to jest jedyny serwis. Gdyby był drugi, który liczny niezależnie, to można pewne typy danych porównać i wysnuć wnioski, chociaż i tak to nie jest w 100% pewne. Jednak załóżmy, że Ubuntu rzeczywiście traci, więc pasowałoby poszukać przyczyn.

Społeczność i zmiany

Społeczność Linuksa to społeczność konserwatystów. Nie lubią oni zmian, jak coś działa dobrze to po co zmieniać. Druga sprawa to swoboda dostosowania. Użytkownik systemu Linux ma mieć możliwość łatwego dostosowania systemu do swoich indywidualnych potrzeb.

Ubuntu w wersji 11.04 posiadało całkiem odmienny od wszystkiego interfejs graficzny – Unity. Społeczność, która nie była przygotowana na taką rewolucję po prostu się zagubiła. Druga rzecz, która oddała następny strzał, to kompletny brak możliwości konfiguracyjnych. Nie można było nawet przenieś bocznego paska na dół. Tego było za wiele.

Wiele użytkowników w takiej sytuacji wylogowała się i wybrała GNOME2. I korzystali z systemu. Do października.

Kiedy użytkownicy dowiedzieli się, że w repozytoriach znajdzie się GNOME3 a dwójki już nie będzie, wtedy dopiero zawrzało. GNOME 3 też użytkownikom nie przepadło do gustu z dwóch przyczyn. Środowisko odmienne od wszystkich innych i opcje konfiguracyjne schowane jak najgłębiej. Czyli podobnie jak w przypadku Unity. Nie jeden powiedział:

ja nie będę z tego korzystał

 

Mint oazą bezpieczeństwa

Najbardziej podobną dystrybucją do Ubuntu jest właśnie Mint. Mint oferował dalej GNOME w wersji dwa, ale developerzy stwierdzili, że długo tak się nie pociągnie i trzeba będzie opowiedzieć się za jedną stroną – albo Unity, albo GNOME 3.

Tutaj developrzy wykazali się umysłem strategicznym. Ludzie uciekają od Unity, powoli przychylne słowa dostaje GNOME 3, więc co by było, aby zrobić miks dwójki i trójki? Należy dodać, że w innym obozie programistów rozmyślano już o forku MATE.
Przez pewien czas cisza. Nikt nic nie mówi. Mint nadal nie pewnie się czuje, aż w internecie pojawiły się informacje na temat MGSE – Mint GNOME Shell Extensions. To nie jest nic innego, jak warstwa, która umożliwia korzystanie z GNOME 3 tak jak z dwójki, czyli znajdziemy tam znane panele. Dodatkowo można to wyłączyć. Jeżeli ktoś chce korzystać z czystej trójki, to dwa kliknięcia i gotowe. Tu już mamy możliwość wyboru. Dodatkowo do Minta dodano MATE – fork, inaczej klon dwójki.

Teraz jakby zestawić te dwa distra:

Mint
– mamy możliwość wyboru środowiska
– istnieją rozbudowane opcje konfiguracyjne
– działa stabilnie

Ubuntu
– tylko Unity, ewentualnie można doinstalować GNOME3
– działa niestabilnie
– nie można usunąć Unity

to obeznany user oczywiście wybierze Minta. A dlaczego ludzie nie poszli za wersję GNOME3 z panelami? Bo tam jest też coś ubogo z konfiguracja i nie jest jak dawniej.

Czy Canonical popełnił strategiczny błąd?

Jeszcze nie. Dlaczego jeszcze.

Unity jest dość świeżym projektem i mogą występować błędy. Ważne, aby te błędy było szybko łatane. I tutaj też kłania się społeczność. Początkujący user nie zgłosi błędu, nie wyśle logów, nie przetłumaczy, nie zbuduje pakietu. Ubuntu, kierowane głównie do początkujących powinno tez przyciągać zaawansowanych użytkowników. Ci zaś siedzą na Archu, Gentoo.

Druga sprawa to szybkość łatania błędów. Jeżeli np. temat graficzny się sypie, błąd leży i dostaje status Low, to nie oznacza, że można to załatać dopiero za dwa lata. Dzisiaj użytkownik chce mieć na już. I aby go nie utracić, należy ten wymóg spełniać.

Na ostatnim zlocie UDS (Ubuntu Developer Summit) Mark zapowiedział, że Ubuntu idzie również w stronę smartphonów, tabletów, telewizorów, pralek, tokarek… na rynek mobilny ogólnie mówiąc. Ma się to stać w 2014 roku i mobilna wersja będzie oparta o wersję 14.04 LTS. Do tej wersji mają dopracować tak system jak i środowisko to sprzętów mobilnych. Jeżeli im się nie uda tego zrobić, to w tym momencie właśnie popełnią strategiczny błąd, i w zasadzie będzie pozamiatane.

Po pierwsze stabilność.

Gdyby Ubuntu było tak stabilne jak Debian Stable, nawet Testing, to świat wygladałby całkiem inaczej. Jeżeli do 2014 roku nie poprawią stabilności, to nawet niech się w ten rynek nie pchają. Po co mi telefon, tablet, który się zawiesza, który sypie błędami.

Po drugie aplikacje.

Wyznacznikiem popularności są aplikacje. Jeżeli Canonical jakimś cudem zdoła przekonać programistów do pisania aplikacji zgodnych z interfejsem Unity i na platformę ARM, to można ciekawy asortyment uzyskać. Tylko niech nikomu nie przychodzi do głowy emulować aplikacje dla PC.

Po trzecie lepsze od konkurencji.

Android to główny rywal. Canionical musi pokazać, że ich system jest szybszy, bardziej nie zawodny, posiada więcej aplikacji oraz że urządzenia z nim na pokładzie są tańsze.

Jeżeli któryś z tych 3 wymienionych punktów nie zostanie spełniony, to nie wróżę nic dobrego.

Kto zyska, kto straci?

Ubuntu nie jest przegrany w tej całej sytuacji. Canonical planuje wejść na rynek mobilny. Była mowa wyżej. Maja podpisaną umowę z Dellem, że wejdą na rynek Chiński z komputerami z reinstalowanym systemem Ubuntu. Jeżeli to wszystko rozegrają dobrze, to nie dość, że zwróci im się popularność, to dodatkowo dostaną zastrzyk finansowy. Mint raczej takich działań nie przeprowadzi. Nie ma po prostu odpowiedniego zaplecza. Developerzy Minta tylko słuchają narzekać użytkowników i sprawiają, aby te narzekania zniknęły. Gdyby Canonical też przybrał taką postawę, to nie wiadomo jakby było.

Rady dla Canonical

Byłem użytkownikiem ich systemu od wersji 7.10, więc ośmielę się dać im parę rad:

– stabilność i szybkość działania systemu

Pod tym względem panowie się za opuścili, i to bardzo. System nie działa stabilnie, mogę nawet śmiało powiedzieć, że wersja stable zachowuje się jak beta. Stabilność i dodatkowo szybkość systemu są bardzo ważnymi wyznacznikami. Nad tym trzeba popracować.

– optymalizacja i konfiguracja Unity

Nie od razu Rzym zbudowano, w tym przypadku Unity nie będzie również do razu super rewelacyjne. Ale ów środowisko mogli wybrać jako opcjonalne, a nie jako domyślne. Na taki zabieg mogli by sobie pozwolić dopiero wtedy, gdyby Unity działało szybko, stabilnie i dało się bez problemu konfigurować. W tym przypadku popełnili błąd.

– marketing

Marketing to rzecz nie tania, ale dobrze wykonany zwraca się podwójnie. Nie wystarczą umowy z partnerami. Trzeba jeszcze te umowy rozreklamować.

Rady dla społeczności

Społeczność też nie jest bez winy, więc też przytoczę parę uwag.

Nie każdy overflow to vulnerability, nie każdy crash to critical.

– akceptuj nowości

Nie wszystko co nowe jest złe. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają, zmieniają się też wymagania ludzi. Aby szerzyć systemu z rodziny Linux na większą skale, trzeba wyjść poza ścisły obręb społeczności i szerzyć nowatorskie rozwiązania.

– nie krytykuj bezpodstawnie

Krytykowanie działań firm jest częstym zjawiskiem. Ostatnio na jednym portalu leciały słowa obelg za to, że znowu wymienią Banshee Na Rhythmbox’a w Ubuntu. Przez ten zabieg pozbędą się kontrowersyjne biblioteki Mono.

– testuj i zgłaszaj błędy

Zgłaszanie błędów często kojarzy się nam z czymś trudnym. Pozory mylą. Jeżeli znajdziesz błąd w aplikacji, nie czekaj tylko zgłoś. Jeżeli błąd jest już zgłoszony, to podbij go. Jeżeli programiści będą chcieli jakieś logi, to bardzo często podają link z obszerną dokumentacją jak to zrobić.

Canonical nie jest w 100 % złe

Po tym zajściu i nagłośnieniu przez media Canonical postrzegana jest jako zła firma. Jednak nie należy zapominać, że to oni w głównej mierze przyczynili się do propagowania Linuksa. To dzięki darmowemu wysyłaniu płytek świat usłyszał o Linuksie. To oni podpisują umowy, to oni budują sklepy, aby tam sprzedawać komputery z Ubuntu. To oni tworzą środowisko, to oni tworzą usługi w chmurze, aby dać użytkownikowi system, który już wszystko zawiera w sobie. Mint czegoś takiego nie robi i raczej robił nie będzie.

Zapraszam do dyskusji na kanale IRC i w komentarzach.