Jak sobie radzić z akceleratorami pobierania?

Pamiętacie te czasy, kiedy w domach królowała Neostrada o prędkości 128 kb/s? W tym samym czasie twórcy oprogramowania oferowali tak zwane akceleratory pobierania – aplikacje mające wspomagać pobieranie określonego pliku. Ich zadaniem było wydobycie największej prędkości z łącza oraz zarządzanie pobieraniem (wstrzymywanie, anulowanie, wznawianie po utracie łącza). Wraz ze wzrostem prędkości Internetu tego typu programy zaczęły diametralne tracić na znaczeniu i umarły śmiercią naturalną (no prawie). Twórcy witryn www, szczególnie tych oferujących pobieranie programów wpadli na pomysł, aby je odrodzić w nieco zmienionej formie.

Porada nie dotyczy dystrybucji Linux oraz Unix, ponieważ w ich przypadku  zagrożenia wymienione w artykule nie istnieją.

Nie wiem jak Wam, ale mnie nie raz zdarzyła się sytuacja, że zamiast odpowiedniego oprogramowania pobrałem… program, który pobiera program. Wiem, masło maślane. Zamiast ściągnąć konkretną aplikację, dajmy na to GIMP, to pobieram program, który w zamian pomoże mi w ściągnięciu GIMPa. O zgrozo… Twórcy tego wynalazku tłumaczą swoje motywy dbałością o początkujących użytkowników, którzy często nie wiedzą gdzie mają kliknąć, jaką wersję wybrać. No dobra, to jeszcze zrozumiem. Niestety, wykonano jeszcze jeden krok na przód i w akceleratorach zaczęły pojawiać się oferty instalacji programów trzecich, niekoniecznie mających pozytywny wpływ dla naszego systemu operacyjnego.

Na forach pojawiają się prośby użytkowników o pomoc w usunięciu np.: legendarnej Delty. Często ten dodatek jest oferowany w akceleratorach i nieświadomi użytkownicy go instalują i potem są tylko same problemy. W tym artykule będę chciał pokazać, co robić, aby nie dać się nabrać na różne zagrania twórców akceleratorów jak i witryn www, przy okazji oszczędzając sobie nerwów.

Spis treści:

dobreprogramy.pl – asystent pobierania jako celebryta
Cnet.com – oferty sponsorowane
SourceForge
Instalator w instalatorze
Po co to wszystko?