Tylko piractwo! Tylko zatoka!

Legalny użytkownik zawsze ma dużo ciężej niż pirat. W ostatnich dwóch dniach przekonałem się o tym osobiście, jak i o durnych działań wielkich firm. Dlaczego to jeszcze wszystko nie upadło?

Uwaga! Tekst może zawierać pewne sformułowania, które powiększą twój słownik wulgarnych wyrazów. Jeżeli jesteś wrażliwy na piękno języka, nie czytaj tego tekstu.

Przyszła ta chwila, aby wykonać najbardziej znienawidzoną przeze mnie czynność, a mianowicie przeinstalować system. Powodem tego był źle działający program Word 2013, moje podstawowe narzędzie pracy. Szerzej problem opisałem tutaj, nie pomogły prośby ani groźby, więc skoro sprawca nie wyznaje żadnej skruchy, to trzeba wykonać definitywną karę śmierci. Wyciągnąłem więc narzędzie zbrodni, jakim była płyta instalacyjna i przystąpiłem do działania.

Dzień I – dzień pirata

Sama instalacja przebiegła bez problemów. Klucz został przyjęty, dyski wykryte itd. Itp. Po uruchomieniu systemu Windows 8 zobaczyłem, iż moja kopia nie została aktywowana.

P.S Nośnik instalacyjny został pobrany przeze mnie przy pomocy specjalnego oprogramowania, zaś klucz znajduje się w bezpiecznym miejscu, także wszelkim krzykaczom mówiących na temat domniemanego piractwa polecam już się przytknąć.

Dobra, wracając do aktywacji. Wielce mnie to zaskoczyło. No nic, wybieram użyj nowego klucza produktu, wpisuję odpowiednie dane i… komunikat w stylu:

„Twój klucz nie może zostać użyty do czystej instalacji, a jedynie do uaktualnienia.”

Że co ku**a???

Microsoftowi się chyba troszkę w główce po***ało. No nic, wpisuje jeszcze raz i to samo. Moje zdenerwowanie, przepraszam wkur***nie zaczęło drastycznie rosnąć, więc postanowiłem się przejść do monopola kupić ćwiarteczkę, ponieważ „Biez wodki nie razbieriosz”.

Uruchomiłem ponownie system, to samo. Zacząłem szukać pomocy w Internecie, jednak nic sensownego nie znalazłem. Dodam, że wcześniej instalacja przebiegała bez problemów z użyciem tego klucza jak i legalnego nośnika. Do pomocy technicznej nie chciało mi się dzwonić, ponieważ znam ich gadkę i tak nic bym nie wskóram. Wpadłem więc na pomysł, aby pobrać pirata i spróbować na nim aktywować mój klucz.

Nie zastanawiając się długo pobrałem pierwszy lepszy obraz systemu bez aktywatora. Po wypaleniu płytki i zainstalowaniu oczywiście system krzyczy, że użyty klucz jest nielegalny. Dziwne, jakby nie był. Ponownie skorzystałem z przycisku Użyj innego klucza, podałem swój i… SYSTEM SIĘ AKTYWOWAŁ!!!

I teraz się pytam. Jakim ku**a cudem klucz nie został przyjęty na legalnym nośniku, gdzie krzyczano a jakiejś aktualizacji, a na nielegalu aktywacja (przez Internet, oczywiście) została poprawnie zweryfikowana? Wniosek – należy pobierać pirackie wersje, aby móc aktywować swoją legalną kopię systemu. Brawo Microsoft, brawo za ten debilny krok. Na dziś miałem dosyć wrażeń.

Dzień II czyli Windows 8.1

Drugi dzień – to była dopiero jazda bez trzymanki. Zainstalowałem Windows 8, ponieważ do tej wersji miałem klucz i pasowało pobrać najnowszą aktualizację oznaczoną numerem 8.1. Wpadłem na taki pomysł. Jest w sieci obraz, wiec spróbuję z niego zainstalować. Już podczas pobierania aplikacja nie chciała mnie przepuścić dalej z powodu klucza, gdyż nie był on przeznaczony dla wersji 8.1. Nic, po kilku próbach udało mi się jakimś cudem zapisać odpowiednie pliki na dysku, nagrałem płytę i wsadziłem ją do napędu. Uruchomiło się okno powitalne, w którym zaznaczam pobierz aktualizację. Komputer po kilku sekundach myślenia poprosił mnie o podanie klucza. Postąpiłem wedle rozkazów i moim oczom ukazał się komunikat, iż ten klucz nie będzie pracował z tą wersją systemu. C**j z tym. Pobiorę zatem ze sklepu.

Kolejny mój pomysł. Nie będę w tym momencie spolszczał systemu (system pobierany przy pomocy tej aplikacji oryginalnie instalowany jest w angielskiej wersji językowej), ponieważ spolszczenie z ósemki nie jest kompatybilne z Windows 8.1. Pobrałem więc wszystkie aktualizacje, aż pojawił się komunikat, że w sklepie Windows Store jest dostępna nowa wersja systemu. Nie ma co, pobieramy. Kiedy proces pobierania zakończył się ujrzałem… błąd. Po wciśnięciu na przycisk spróbuj ponownie obraz zaczął się pobierać na nowo. I tak tu nie mieć nadciśnienia?

Zdenerwowany postanowiłem spolszczyć system i ponownie pobrać tą feralną aktualizację. O dziwo… pobrało się i zaczęło aktualizować!!! Teraz to jeb**m na całego. Czy w tej firmie pracują sami praktykanci, a może debile?

Dalszy etap instalacyjny przebiegał bez problemów.

„Internet to nie wszystko, a wszystko bez Internetu to chuj.”

Wielkie korporacja mają parcie na chmury i chcieliby wszystko w nich trzymać, nawet całe składy budowlane, jednak nie wydawanie wersji „offline” czyli obrazów iso do instalacji jest czystym kretynizmem. Czemu aktualizacja Windows 8.1 nie jest rozprowadzana w formie obrazu płyty? A, już wiem. Przecież użytkownicy, którzy korzystają z lokalnego konta a nie z Microsoft Accounts będą mogli zainstalować najnowszą wersję systemu. A co za problem w instalatorze zrobić taki myk, gdzie będziemy musieli podać nasze dane do logowania do powyższego konta? Nie masz konta, instalator podziękuje Ci za współpracę. Proste, nie?

Jak patrzę na rozmiar pobieranych aktualizacji (ponad 1 GB) to również przydałby się wymarły już Service Pack, czy zbiór poprawek w jednym miejscu. Nie mam ochoty tracić czasu na pobieranie i instalację. Mając wersję offline nie muszę „zasysać” z Internetu odpowiednich plików.

Microsoft poprzez tę akcje zarobił wielkiego minusa i od tej chwili będę dużo bardziej krytycznie spoglądał na poczynania firmy. Tak samo jak z tym Wordem, ni z d**y zaczęło się dziać tak a nie inaczej. Jeżeli MS dalej będzie grał ze mną w ch**a, to w pewnym momencie zdecyduje się na zakup maka. Linux dla moich zadań się nie nadaje, więc przejdę na złą stronę mocy i będę miał wyje**ne na wszystko i na wszystkich. O!